niedziela, 27 maja 2012

Warunki hodowli królików.

Mikroklimat pomieszczeń hodowlanych dla królików
Warunki mikroklimatyczne w pomieszczeniach hodowlanych dla królików
Leszek Antoni Gacek
Nowoczesne, towarowe metody produkcji królików wymagają określonych warunków mikroklimatycznych, które pozwolą na uzyskanie rentownych wskaźników użytkowości rozpłodowej i tucznej. Głównymi czynnikami kształtującymi mikroklimat są: temperatura, wilgotność, światło oraz zawartość w powietrzu szkodliwych składników.
Temperatura.
Króliki należą do zwierząt o ograniczonej termoregulacji, dlatego tak ważne jest zapewnienie im właściwej temperatury otoczenia. Są one szczególnie wrażliwe na wysokie temperatury, ponieważ nie pocą się, a nadmiar ciepła tracą prze zwiększenie częstotliwości oddychania. Króliki, kiedy jest wysoka temperatura, tracą apetyt, nie przyrastają, a nawet chudną. Przegrzanie królików w czasie transportu w upalny dzień może być powodem ich padnięć. Szczególnie niepożądane są zbyt wysokie temperatury (powyżej 25° C), w których prowadzi się intensywny tucz. Duża obsada zwierząt w pomieszczeniu powoduje wzrost wilgotności i temperatury otoczenia, wzrastają zagrożenia chorobowe, rozwijają się choroby skórne, zmniejszają przyrosty i pogarszają wyniki tuczu. Optymalna temperatura w pomieszczeniach, w których prowadzony jest tucz młodych, powinna wynosić 14-18° C, w zależności od wieku królików. Przy odsądzeniu królików w 28 dniu wskazane jest utrzymanie przez okres 10 dni temperatury około 18° C. Dla nieco starszych królików wystarczy temperatura obniżona około 14° C. Nie należy dopuszczać do spadków temperatury poniżej 10o C ponieważ następuje w niej znaczne spowolnienie tempa przyrostu. Temperatura w pomieszczeniu dla samic stada produkcyjnego powinna utrzymywać się w granicach 16-20°C. Wynika to z konieczności ochrony noworodków przed przeziębieniem. Temperatura w pomieszczeniach, zarówno dla stada podstawowego jak i tuczonej młodzieży, powinna być stała, bez wahań dobowych i sezonowych. Utrzymywanie stałych temperatur w króliczarni wymaga stosowania urządzeń grzewczych. W warunkach krajowych najbardziej rozpowszechniony wydaje się być system centralnego ogrzewania. Coraz częściej spotyka się w kraju jednak system ogrzewania w postaci nadmuchu ciepłego powietrza. W tym celu w budynku umieszcza się perforowany rękaw foliowy lub metalowy pod stropem wzdłuż całego pomieszczenia. Wentylator tłoczy do rękawa ciele powietrze, które wydostaje się z niego przez otwory umieszczone z dołu i z boków. Otwory rozmieszczone są w różnych odległościach, na początku (bliżej wentylatora) są rzadkie, a zagęszczone w części końcowej rękawa. Średnica rękawów wynosi od 45 do 60 cm, w zależności od długości pomieszczenia. W okresie letnim rękaw ten może służyć jako urządzenie wentylacyjne do obniżenia temperatury w budynku.
Światło.
Światło jest ważnym czynnikiem wpływającym na użytkowość rozpłodową królików oraz na wyniki tuczu. Rozróżniamy oświetlenie: naturalne, sztuczne i kombinowane. W budynkach dla stada podstawowego w tzw. sektorze rozpłodu powinny być okna, a więc jest tam oświetlenie naturalne, które powinno być uzupełniane w okresie jesieni, zimy i wiosny oświetleniem sztucznym. W budynkach ferm towarowych nie ma okien, musi być więc sztuczne oświetlenie. Najlepsze wyniki uzyskuje się stosując tzw. świetlówki, dające niebieski i żółty kolor światła, zbliżonego do światła dziennego. Przy oświetleniu budynków produkcyjnych istotny wpływ ma długość dnia świetlnego, a także natężenie światła. W literaturze podaje się różne wartości dla długości dnia świetlnego, jak i natężenia światła. Najkorzystniejsze efekty w tuczu młodych królików uzyskuje się stosując długość dnia świetlnego 12-14 godzin na dobę, przy natężeniu światła 25 luksów. Dla stada reprodukcyjnego długość dnia świetlnego powinna wynosić 14-16 godzin na dobę, a natężenie światła 50 luksów.
Wentylacja.
Wentylacja reguluje wilgotność w króliczarni, usuwa zużyte powietrze z zawartymi w nim szkodliwymi gazami i doprowadza świeże powietrze. Może być naturalna lub mechaniczna. Wentylacja naturalna działa przy odpowiedniej różnicy temperatur i ciśnień na zewnątrz i wewnątrz budynku. Sprawność jej zależy głównie od ilości ciepła wytworzonego przez znajdujące się w pomieszczeniu zwierzęta. W najniższych temperaturach zewnętrznych wentylacja działa na zasadach grawitacji, czyli różnicy masy ciepłego, lekkiego powietrza i ciężkiego zimnego. Wymiana powietrza odbywa się przez odpowiednio otwarte kanały wyciągowe i otwory nawiewne. Wiatr, poruszający wywietrzniki, dodatkowo zwiększa wydajność kanałów wyciągowych. W wyższych temperaturach zewnętrznych wentylacja odbywa się przy pełnym przelocie kanałów wyciągowych i otworów nawiewnych, z ewentualnym dodatkowym otwieraniem okien. Natomiast kiedy temperatury są wysokie, obok otwartej wentylacji przewodowej, konieczne jest otwieranie wszystkich okien, a nawet drzwi. Wymiana powietrza odbywa się wtedy na zasadzie różnicy ciśnień powietrza wewnętrznego o wysokiej zawartości pary wodnej i suchego powietrza zewnętrznego. Wentylacja wymuszona (mechaniczna) polega na wymianie powietrza w budynku za pomocą wentylatorów napędzanych silnikami elektrycznymi. Wentylację mechaniczną stosuje się wyłącznie w dużych pomieszczeniach. Jest ona bardzo kosztowna i musi być sterowana automatycznie przez odpowiednie czujniki-termostaty. Nadmiar pary wodnej i szkodliwych gazów usuwa się przez system wentylacji. Urządzenia wentylacyjne muszą być tak skonstruowane, aby szybkość przepływu powietrza wynosiła od 0,20 m/s do 0,25 m/s. Większa szybkość powietrza powoduje przeciągi i może doprowadzić do przeziębień u królików. A oto wskaźniki techniczne decydujące o właściwej wentylacji pomieszczenia w zależności od pory roku:
• wentylacja zimą 0,5-0,6 m3/! kg masy ciała/h; latem: 2,5-4 m3/! kg masy ciała/h;
• wymiana powietrza 0,8 m3 (zimą) do 6 m3 (latem) /l h;
• szybkość przepływu powietrza 0,1 m/s zimą; 0,4 m/s latem;
• odległość zwierząt od wlotu powietrza min. 1,5 m, zalecane od 1,8 do 3,0 m.

środa, 16 maja 2012

Jak nie budzić się ze wstrętem...

Postanowiłem podzielić z zainteresowanymi się swoimi powszednimi spostrzeżeniami. Ma to na celu sprawić, aby nie budzić sę z okropnym uczuciem oczekiwania na nieprzyjemne wydarzenie, które nieuchronnie ma tego dnia mieć miejsce. Nazywam to budzeniem ze wstętem. Perspektywa całego dnia w momencie otw...
Postanowiłem podzielić z zainteresowanymi się swoimi powszednimi spostrzeżeniami. Ma to na celu sprawić, aby nie budzić sę z okropnym uczuciem oczekiwania na nieprzyjemne wydarzenie, które nieuchronnie ma tego dnia mieć miejsce. Nazywam to budzeniem ze wstętem. Perspektywa całego dnia w momencie otwarcia oczu staje się natychmiast ponura, najlepiej było by nam spać dalej odkładając wszystko w nieskończoność. Kto z nas nie zna takiej sytuacji?

Dziś zacznę od sprawy, która dojrzewała u mnie od dawna. PAPIEROSY !!

Czułem, że mi szkodzą, ale jednocześnie doskonale znałem okoliczności, w których badzo mi smakowały. Chyba w sierpniu minionego roku wpadła mi w oko nietypowa książka napisana przez radykalnego palacza, który opisał zmagania z tytoniem.

Bardzo ciekawe wywody sprawiły, że od początku września zamieniłem papierosy na fajkę.
Jak mówił Aleksander hrabia Fredro: "dymu dla nikogo, zapach dla wszystkich, smak dla mnie...".

Fajka ma trzy poważne atuty:

- nie zaciągam się dymem,
- palę znacznie mniej nioż wtedy, gdy sięgałem po
popierosy,
- nauczyłem się odczuwać prawdziwy smak dobrego
tytoniu.

Prócz tego znacznie lepiej śpię, ustało pokaszliwanie i nieprzyjemny smak po przebudzeniu. Uważam, że każdy palacz niezależnie od tego, czy chce czy nie chce przestać palić powinien tę książkę przeczytać i polecić innym:

http://rzucic-palenie.zlotemysli.pl/edwardstanislaw.php

Osoby niepalące znajdą tam też wiele trafnych uwag, które pozwolą zrozumieć palaczy oraz przyjść im z pomocą w trudnych dniach walki z tym przyjemnym nałogiem. Muszę wyraźnie powiedzieć: rozumię palaczy!

Następna sprawa to niezwykle nieprzyjemne uczucie, które zniechęca do wszystkiego to stres. Nie wyobrażam sobie osoby, która nie miała z nim do czynienia. Objawy i skutki stresu mogą uprzykrzyć naszą codzienność, pogorszyć stosunki międzyludzkie i poważnie naruszyć stan zdrowia.

Czasy, w których przyszło nam żyć wybitnie sprzyjają stresogennym okolicznościom.

W skrajnych przypadkach może być nieodzowna pomoc dobrego psychoterapeuty.

Spotkałem się kiedyś ze starą lekarską zasadą: "lepiej zapobiegać niż leczyć". Przypomniałem ją sobie kiedy sięgnąłem po książkę opisującą metody opanowania "huśtawek" nastrojów:

http://stres.zlotemysli.pl/edwardstanislaw.php

Autor, doświadzczony psycholog podaje w niej ćwiczenia, które pomagają temu, aby nie doprowadzić do sytuacji stresowej - nigdy jeszcze nie spotkałem się z taką profilaktyką.

Jeśli jednak czujemy już kleszcze stresu znajdziemy tu wiele ciekawych spostrzeżeń, które podane są z dużym zaangażowaniem. Sam znalazłem kilka uwag sugerujących jak wykorzystać sytuację stresową tak, aby mogła przynieść nam korzyści.

Książka jest dla mnie typowym podręcznikiem, po który sięga się w chwiach potrzeby.

Zróbmy wszystko, aby nie budzić się ze wstrętem!

Wagopakowarka

Wagopakowarka elektroniczna inaczej zwana wagoworkownicą, jest maszyną do pakowania płodów rolnych, takich jak cebula, marchew, buraki, ziemniak czy  rzodkiew.
Wagopakowarka elektroniczna inaczej zwana wagoworkownicą, jest maszyną do pakowania płodów rolnych (cebula, marchew, buraki, ziemniak, itp.). Jest wykorzystywana w ostatniej fazie linii czyszcząco-sortująco-pakującej. Urządzenie to służy do automatycznego porcjowania ziemniaków i innych płodów rolnych, umieszczone na 4-kołowym podwoziu, wyposażone w dozujący podajnik taśmowy (urządzenie transportowe o charakterze ciągłym, zwykle stosowane w magazynach, składowiskach a także na liniach produkcyjnych), wagę elektroniczną (urządzenie do wyznaczania masy przedmiotu umieszczonego na nośni ładunku przy udziale siły grawitacji) i workownicę (urządzeniem do workowania ziemniaków lub cebuli w worki). Zależnie od typu dostępne na rynku maszyny pozwalają napełniać worki, siatki, rękawy lub torby foliowe porcjami płodów rolnych o regulowanej masie od 0,2 do 50 kg. Precyzyjne odważenie zadanej porcji ułatwia regulowana niekiedy prędkość taśmy dozującej.
Pożądanym uzupełnieniem wagopakowarek jest klipsownica (półautomatyczne urządzenie, którego zadaniem jest podanie taśmy klipsowniczej, wydrukowanie daty zamknięcia, odcięcie oraz zamknięcie klipsem produktu umieszczonego w woreczku) , zgrzewarka do worków foliowych lub zszywarka do worków dużych. Maszyna pracuje samodzielnie lub jako część linii technologicznych. Jednostka sterująca maszyny umożliwia podłączenie do drukarki i drukowanie etykiet i kodów kreskowych. Maszyna jest sterowana manualnie lub automatycznie.
Autorem tekstu jest dział Warzywnictwo i Portal rolniczy Gospodarz.pl

poniedziałek, 14 maja 2012

Wspólnota mieszkaniowa - co to daje?

Moja siostra mieszka na osiedlu, gdzie mieszkania objęte są Współnotą Mieszkaniową. W czasie opadów wadliwie wylana posadzka na górnym balkonie u sąsiada powodowała zły odpływ wody i częste zacieki na suficie. Przez wiele lat doraźne usuwanie tej usterki nie dawało rezultatów. Siostra zgłosiła t...
Moja siostra mieszka na osiedlu, gdzie mieszkania objęte są Współnotą Mieszkaniową. W czasie opadów wadliwie wylana posadzka na górnym balkonie u sąsiada powodowała zły odpływ wody i częste zacieki na suficie.

Przez wiele lat doraźne usuwanie tej usterki nie dawało rezultatów. Siostra zgłosiła tym razem dokuczliwą wadę przedstawicielowi wspólnoty, który dalej przekazał ją gdzie trzeba zapewniając, że wszystko będzie załatwione z funduszy Wspólnoty.

Rzeczywiście tak się stało!! Przy okazji pokazał siostrze kompendium przepisów i porad dotyczących Wspólnot. Siostra zawiadomiła mnie, bowiem niedługo będę też członkiem Wspólnoty. Bardzo cenne są tam wzory pism urzędowych:

http://wspolnota-mieszkaniowa.zlotemysli.pl/edwardstanislaw.php

Zadziwiające, że wiele osób nic nie wie o przysługujących im, a nawet gwarantowanych przywilejach!

Warto sprawdzić, czy coś, co było niemożliwe do załatwienia, da się teraz skutecznie przeprowadzić. Wspólnota mieszkaniowa działa inaczej i może więcej!

Przy okazji..

Pora sprzyja remontom i odnowieniom mieszkań. Możemy to zrobić samodzielnie bez uzależniania się od "fachowców". Sprawi nam to wiele satysfakcji i polepszy własne samopoczucie. Samodzielny remont będzie też z pewnością tańszy. Zaopatrzenie, które w tej chwili kusi różnymi farbami, tapetami i akcesoriami pozwala wyszukać te materiały, które będą nam potrzebne.

Jedynym problemem, który staje przed nami jest dowiedzieć się co, czym i w jakiej koleności wykonać, aby wszystko przebiegło sprawnie, szybko i nie wymagało poprawek. Możemy wszystkie problemy malarsko - remontowe rozwiązać posługując się poradnikiem:

Pochodzenie króliów hodowlanych

Artykuł zawiera informację o historii udomowienia królików i wprowadzeniu tego gatunku do gospodarstwa rolnego człowieka. Dane zawierają informacje począwszy od starożytnego Rzymu.
Pochodzenie królików hodowlanych.
Z wszystkich gatunków zwierząt gospodarskich tylko królik, jako przedstawiciel rządu gryzoni, ma znaczenie gospodarcze i jest użytkowany jako zwierzę laboratoryjne oraz zwierzę dostarczające mięsa, skór i wełny. Coraz częściej znajduje również miejsce w domach jako zwierzę pokojowe, utrzymywane dla towarzystwa.
Króliki zalicza się do rodziny Leporidae i pomimo, że wykazują zewnętrzne podobieństwo do zajęcy są genetycznie dość od nich odległe. Różnice występują również w sposobie zachowania, o ile króliki są zwierzętami kopiącymi nory i spędzają w nich znaczną cześć dnia o tyle zające w ogóle nie wykazują zdolności kopania nor ani nie wykazują nimi zainteresowania. Nie udało się również wyhodować krzyżówki między królikiem i zającem.
Pierwsze wzmianki o wykorzystaniu królików znajdujemy u Konfucjusza w VI w. p. e. W okresie tym na terenie Chin prowadzono już regulowany rozród królików w specjalnych zagrodach i były one używane jako źródło cennego mięsa jak również składane bogom na ofiarę. Na terenie Europy królik pojawił się najprawdopodobniej w drugim tysiącleciu p. n . e. i już jako zwierzę udomowione od tego czasu rozpoczął swoją ekspansję począwszy od Hiszpanii. Nie ma jednoznacznych dowodów na to skąd wzięły się króliki na Półwyspie Iberyjskim. Mogły tam trafić z Liberyjczykami z Afryki jak również pozostać jako rdzenna fauna Europy po ostatnim zlodowaceniu, które oszczędziło południową część Półwyspu Iberyjskiego. Za tym drugim poglądem mogą przemawiać szczątki kopalne z przed okresu ostatniego zlodowacenia i wskazujące na zasięg występowania obejmujący południowo wschodnią część Europy. Po ustąpieniu zlodowacenia króliki ponownie zasiedliły całą Hiszpanię i południowo zachodnią Francję tworząc szereg odmian geograficznych o różnej wielkości ciała i odmiennym umaszczeniu. Zawsze jednak był to jeden gatunek – królik - Oryctolagus cuniculus.
W rozprzestrzenianiu królików dużą rolę odegrał człowiek, prowadząc mniej lub bardziej przemyślana hodowlę. Pierwsze wzmianki pochodzą od Fenicjan z roku 1 100 p.n.e. którzy nadali Hiszpanii obecną jej nazwę, która w dość dowolnym tłumaczeniu oznacza „Ziemię królików”. Feniccy żeglarze, z Tyru i Sydonu, przypływający w końcu drugiego tysiąclecia p.n.e. do brzegów Hiszpanii zauważyli, że ziemi tego kraju cała pokryta jest norami i kopcami będącymi wynikiem działalności puszystych zwierzątek podobnych do zwierząt występujących w ich ojczyźnie czyli do góralków – shephan. Z tego powodu nazwali ziemie Półwyspu Iberyjskiego – ishephanim , co oznacza ziemia góralków. Nazwa ta została później skrócona do Hiszpania. Fenicjanie, zajęci w głównej mierze handlem, nie zwracali uwagi na te dzikie króliki i nie zajmowali się ich udomowieniem. Istnieje jednak pogląd, że króliki mogły być wykorzystywane jako zapas mięsa na statkach i poprzez fenickich kolonistów z Utyki i Kartaginy zasiedliły ziemie współczesnej Algierii i Maroka. Pierwszy półwolny chów królików jest dziełem Rzymianina – Warrona. Rzymianie cenili zarówno mięso królicze jak i ich futra. Hedonistyczny stosunek do życia patrycjuszy zaowocował bardzo dziwnymi, z naszego punktu widzenia, przepisami kulinarnymi. Wielką popularnością cieszyły się potrawy z noworodków króliczych a w późniejszym czasie z embrionów, zwanych laurices. Warron wprowadził króliki do tzw. leporariów w miejsce zajęcy. Leporaria stanowiły coś w rodzaju ogrodzonych pastwisk dla zajęcy skąd łatwo były odławiane dla celów konsumpcyjnych. Zające w takich warunkach jednak się nie rozmnażały i należało od czasu do czasu uzupełniać ich liczbę zwierzętami pochodzącymi z dość kłopotliwych odłowów w naturalnym środowisku. Wprowadzone do leporariów króliki rozmnażały się w niewoli i stanowiły niewyczerpalny zapas mięsa, a zagrody zaczęto z czasem nazywać cunicularia. Zagrody dla królików różniły się od zagród dla zajęcy tym, ze ogrodzenie musiało być głęboko wkopane w ziemie z powodu podkopywania się zwierząt i ich masowych ucieczek. Tak utrzymywanych królików nie można jednak nazwać w pełni udomowionymi, ponieważ nie prowadzono w cuniculariach planowej pracy hodowlanej ani selekcji w kierunku poszczególnych cech użytkowych.
Zgodnie z regułą Nachtsheima selekcja w takim chowie faworyzuje zwierzęta z cechami dzikimi, eliminując (poprzez odłów) zwierzęta o cechach spokojnych i ufnych w stosunku do człowieka. W taki sposób, w tak zwanych „ogrodach króliczych”, króliki przetrzymywane były aż do mniej więcej XIV wieku na terenie Francji a w Anglii i Niemczech aż do wieku XVII. Przez cały ten czas były one źródłem zasilania środowiska naturalnego przez króliki uciekające i tworzące dzikie populacje lub je uzupełniające. Zasiedlanie różnych części Europy przez dzikie króliki datuje się od XII wieku a najpóźniej zaobserwowano je w Niemczech w XV wieku. Działo się to najprawdopodobniej za sprawą hodowli przyklasztornych, które to przodowały w procesie domestykacji królików. Wynikało to z faktu, że płody królików były uznawane za coś pośredniego między jajkiem a rybą i mogły one być spożywane nawet w okresie wielkiego postu, czego zabronił dopiero papież Grzegorz z Tours.
Prowadzona przez mnichów praca selekcyjna doprowadziła do powstania ras królików o zróżnicowanej barwie futra oraz różnej wielkości. Tak powstałe rasy znacznie różnią się od królików dzikich. Prace prowadzone przez Darwina, nad jego teorią ewolucji, w znacznej mierze opierały się właśnie na porównaniu królików dzikich z udomowionymi. Po dokonaniu analizy porównawczej wykazał on szereg istotnych zmian, jakim ulegał królik w trakcie udomowienia. Następowało zwiększenie wymiarów ciała, wydłużanie małżowin usznych, zmiana struktury i barwy okrywy włosowej oraz zwiększanie mięsności przy jednoczesnym ograniczaniu masy ciała kośćca. Darwin skupił się na porównaniu masy i długości ciała, a także pojemności puszki mózgowej królików dzikich i hodowlanych. Okazało się, że ciężar dzikich królików ma się do ciężaru królików hodowlanych jak 1 : 2,17 stosunek długości ciała wynosi 1 : 1,41 a pojemność puszki mózgowej – 1 : 1,15. Ze stosunków tych wynika, że pojemność puszki mózgowej a co za tym idzie i wielkość mózgu, zwiększała się w toku domestykacji mniej niż wymiary ciała.

sobota, 12 maja 2012

Humanizacja hodowli zwierząt futerkowych.

Powstałe zagrożenia dla dobrostanu zwierząt hodowlanych przy intensyfikacji produkcji.
Humanizacja hodowli.
Leszek Antoni Gacek
W okresie postępujących zmian strukturalnych i własnościowych w gospodarce narodowej obserwujemy często zjawiska określane jako „drapieżny kapitalizm”. Jest to wynikiem z jednej strony, konieczności i przymusu ekonomicznego narzucanego przez następujące zmiany struktury własnościowej, a z drugiej strony jest wynikiem dążenia do uzyskiwania zysków za wszelką cenę, bez oglądania się na koszty społeczne i organizacyjne. Problemy te są znane z każdej dziedziny naszego życia codziennego i niestety nie ominęły hodowli zwierząt futerkowych.
Niekontrolowana prywatyzacja, ograniczanie zatrudnienia, zmniejszanie nakładów na profilaktykę to tylko niektóre negatywne przejawy następujących zmian. W sytuacji kiedy dochodzi do tego powszechny upadek autorytetów oraz wartości moralnych, spotykany zwłaszcza u ludzi młodych, następuje dehumanizacja zachowań hodowców w postępowaniu ze zwierzętami. Warunki ekonomiczne wymuszają posiadanie ferm o coraz większej obsadzie gdzie zwierzęta traktowane są przedmiotowo, jako jeden z elementów coraz bardziej zautomatyzowanego procesu produkcyjnego. Jest to zmiana w stosunku do minionych lat kiedy to hodowca, mając niewielką ilość zwierząt mógł traktować je indywidualnie, znał ich przyzwyczajenia i potrzeby. Powszechnie znane były przykłady oswajania lisów na fermach, świadczące o traktowaniu zwierząt z uwzględnieniem ich własnego charakteru i temperamentu. Przy masowej produkcji i nastawieniu na osiągnięcie maksymalnego zysku, przy minimalizacji i racjonalizacji nakładów, takie „humanitarne” postępowanie wydaje się irracjonalne i nie znajdujące logicznego wytłumaczenia.
Istniejący stan rzeczy ulega jednak stopniowej poprawie i smutnym tylko pozostaje fakt, że jest to wymuszane przez przepisy opracowywane pod naciskiem prawodawstwa Unii Europejskiej a nie jest przejawem naszych narodowych cech. Działające na zachodzie organizacje ekologiczne wymogły na rządach swych krajów dostosowanie przepisów prawnych do potrzeb zwierząt z uwzględnieniem ich potrzeb zarówno fizycznych jak i psychicznych. Od wielu lat prowadzone są tam badania, dotyczące szeroko rozumianego dobrostanu zwierząt a w ślad za nimi prace takie podejmowane są również przez polskich naukowców. Jest to bardzo chwalebne lecz jak na razie mało jest przykładów świadczących o poprawie warunków bytowania zwierząt w klatkach na fermach komercyjnych. Potrafimy w prawdzie zapewnić im dobrej jakości karmę, lepszą od karmy jaką byłyby w stanie zdobyć na wolności, potrafimy utrzymywać ich w czystych klatkach i stosować zabiegi profilaktyczne zapewniające im dobry stan zdrowia. Są to jednak działania nakierowane na uzyskiwanie opłacalnej produkcji i mało jest w nich miejsca na zapewnienie zwierzętom komfortu psychicznego. Zwierzęta pozostają w dobrej kondycji fizycznej, są zdrowe i najedzone, często mają nawet zapewnioną powierzchnię klatki zgodną z przepisami opracowanymi dla ich dobra i mają zapewnione domki wykotowe. Wobec powyższego, zarówno naukowcy jak i hodowcy, powinni spać spokojnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Jedni opracowali zasady postępowania ze zwierzętami a drudzy próbują je, z lepszym lub gorszym skutkiem, wprowadzić w życie na swoich fermach. Pozostaje jednak pytanie na ile znamy psychikę zwierząt i czy możemy je uznać za zwierzęta w pełni udomowione na równi ze świniami, krowami i innymi gatunkami. Przykładem mogą tu być, powszechnie przez wszystkich lubiane, psy i koty. Ludzie utrzymują je blisko siebie i oswajają właśnie dla ich zdolności psychicznych, ich zdolności do zabawy i traktowania człowieka na równi z innymi członkami stada. W zwierzętach „pokojowych” cenimy te cechy, które wydają nam się zbliżone do cech ludzkich, opisując ich zachowanie stosujemy daleko posunięty antropomorfizm. Króliki, utrzymywane w klatkach, a następnie zabijane dla ich cennego mięsa, pozbawione są przywileju traktowania jak zwierzęta myślące i czujące w taki sam sposób jak psy czy koty. W tym ich krótkim życiu, najczęściej młodzieńczym, powinniśmy tym bardziej zapewnić im godziwe warunki bytowania, uwzględniające ich potrzeby psychiczne. Nikt rozsądny nie będzie oczywiście wymagał i proponował oswajania wszystkich zwierząt na fermie i zaznajamianie się pracowników obsługi z każdym z osobna. Nie jest to celem ani prowadzonych prac ani zwierzęta tego nie potrzebują. Wystarczy jednak zapewnić im takie wyposażenie klatek aby nie miały czasu na nudę, aby mogły zaspakajać wrodzoną potrzebę zabawy, eksploracji i obserwacji terenu, rozwiązywania stawianych przed nimi problemów.
Prowadzone badania powinny iść w kierunku określenia sposobu urozmaicania monotonii życia w klatce, w kierunku określenia właściwej dla każdego gatunku obsady zwierząt w klatce. Koniecznością wydają się również badania interdyscyplinarne, zwłaszcza w połączeniu z socjologią i psychologią, idące w kierunku zmiany mentalności pracowników obsługi i hodowców. Samo doskonalenie metod produkcji, uwzględniające nawet najskrytsze potrzeby psychiczne zwierząt, nie doprowadzi do poprawy warunków ich bytowania bez zmiany nastawienia odpowiedzialnych za nie ludzi. Oprócz szkoleń z zakresu najnowszych osiągnięć technologicznych i organizacyjnych w hodowli powinny być przeprowadzane szkolenia dotyczące właściwego nastawienia hodowców do zwierząt. Uświadamianie konieczności traktowania zwierząt w klatkach jako równorzędnych partnerów, biorących udział w procesie produkcyjnym, powinno iść w parze z zaleceniami czysto zootechnicznymi.
Bez humanizacji hodowli nie będą możliwe jakiekolwiek zmiany w nastawieniu organizacji ekologicznych w stosunku do hodowli zwierząt futerkowych. Pod dużym znakiem zapytania pozostanie również problem wdrażania wyników badań dotyczących dobrostanu. Wprowadzanie zmian w hodowli powinno dotyczyć zarówno zwierząt jak i ludzi. Zmiana mentalności hodowców poprzez uświadomienie konieczności odmiennego traktowania zwierząt futerkowych, niż inne zwierzęta gospodarskie, pozostaje zadaniem równie ważnym jak podnoszenie jakości surowca i zdolności produkcyjnych.
Humanizacja hodowli.
Leszek Antoni Gacek
W okresie postępujących zmian strukturalnych i własnościowych w gospodarce narodowej obserwujemy często zjawiska określane jako „drapieżny kapitalizm”. Jest to wynikiem z jednej strony, konieczności i przymusu ekonomicznego narzucanego przez następujące zmiany struktury własnościowej, a z drugiej strony jest wynikiem dążenia do uzyskiwania zysków za wszelką cenę, bez oglądania się na koszty społeczne i organizacyjne. Problemy te są znane z każdej dziedziny naszego życia codziennego i niestety nie ominęły hodowli zwierząt futerkowych.
Niekontrolowana prywatyzacja, ograniczanie zatrudnienia, zmniejszanie nakładów na profilaktykę to tylko niektóre negatywne przejawy następujących zmian. W sytuacji kiedy dochodzi do tego powszechny upadek autorytetów oraz wartości moralnych, spotykany zwłaszcza u ludzi młodych, następuje dehumanizacja zachowań hodowców w postępowaniu ze zwierzętami. Warunki ekonomiczne wymuszają posiadanie ferm o coraz większej obsadzie gdzie zwierzęta traktowane są przedmiotowo, jako jeden z elementów coraz bardziej zautomatyzowanego procesu produkcyjnego. Jest to zmiana w stosunku do minionych lat kiedy to hodowca, mając niewielką ilość zwierząt mógł traktować je indywidualnie, znał ich przyzwyczajenia i potrzeby. Powszechnie znane były przykłady oswajania lisów na fermach, świadczące o traktowaniu zwierząt z uwzględnieniem ich własnego charakteru i temperamentu. Przy masowej produkcji i nastawieniu na osiągnięcie maksymalnego zysku, przy minimalizacji i racjonalizacji nakładów, takie „humanitarne” postępowanie wydaje się irracjonalne i nie znajdujące logicznego wytłumaczenia.
Istniejący stan rzeczy ulega jednak stopniowej poprawie i smutnym tylko pozostaje fakt, że jest to wymuszane przez przepisy opracowywane pod naciskiem prawodawstwa Unii Europejskiej a nie jest przejawem naszych narodowych cech. Działające na zachodzie organizacje ekologiczne wymogły na rządach swych krajów dostosowanie przepisów prawnych do potrzeb zwierząt z uwzględnieniem ich potrzeb zarówno fizycznych jak i psychicznych. Od wielu lat prowadzone są tam badania, dotyczące szeroko rozumianego dobrostanu zwierząt a w ślad za nimi prace takie podejmowane są również przez polskich naukowców. Jest to bardzo chwalebne lecz jak na razie mało jest przykładów świadczących o poprawie warunków bytowania zwierząt w klatkach na fermach komercyjnych. Potrafimy w prawdzie zapewnić im dobrej jakości karmę, lepszą od karmy jaką byłyby w stanie zdobyć na wolności, potrafimy utrzymywać ich w czystych klatkach i stosować zabiegi profilaktyczne zapewniające im dobry stan zdrowia. Są to jednak działania nakierowane na uzyskiwanie opłacalnej produkcji i mało jest w nich miejsca na zapewnienie zwierzętom komfortu psychicznego. Zwierzęta pozostają w dobrej kondycji fizycznej, są zdrowe i najedzone, często mają nawet zapewnioną powierzchnię klatki zgodną z przepisami opracowanymi dla ich dobra i mają zapewnione domki wykotowe. Wobec powyższego, zarówno naukowcy jak i hodowcy, powinni spać spokojnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Jedni opracowali zasady postępowania ze zwierzętami a drudzy próbują je, z lepszym lub gorszym skutkiem, wprowadzić w życie na swoich fermach. Pozostaje jednak pytanie na ile znamy psychikę zwierząt i czy możemy je uznać za zwierzęta w pełni udomowione na równi ze świniami, krowami i innymi gatunkami. Przykładem mogą tu być, powszechnie przez wszystkich lubiane, psy i koty. Ludzie utrzymują je blisko siebie i oswajają właśnie dla ich zdolności psychicznych, ich zdolności do zabawy i traktowania człowieka na równi z innymi członkami stada. W zwierzętach „pokojowych” cenimy te cechy, które wydają nam się zbliżone do cech ludzkich, opisując ich zachowanie stosujemy daleko posunięty antropomorfizm. Króliki, utrzymywane w klatkach, a następnie zabijane dla ich cennego mięsa, pozbawione są przywileju traktowania jak zwierzęta myślące i czujące w taki sam sposób jak psy czy koty. W tym ich krótkim życiu, najczęściej młodzieńczym, powinniśmy tym bardziej zapewnić im godziwe warunki bytowania, uwzględniające ich potrzeby psychiczne. Nikt rozsądny nie będzie oczywiście wymagał i proponował oswajania wszystkich zwierząt na fermie i zaznajamianie się pracowników obsługi z każdym z osobna. Nie jest to celem ani prowadzonych prac ani zwierzęta tego nie potrzebują. Wystarczy jednak zapewnić im takie wyposażenie klatek aby nie miały czasu na nudę, aby mogły zaspakajać wrodzoną potrzebę zabawy, eksploracji i obserwacji terenu, rozwiązywania stawianych przed nimi problemów.
Prowadzone badania powinny iść w kierunku określenia sposobu urozmaicania monotonii życia w klatce, w kierunku określenia właściwej dla każdego gatunku obsady zwierząt w klatce. Koniecznością wydają się również badania interdyscyplinarne, zwłaszcza w połączeniu z socjologią i psychologią, idące w kierunku zmiany mentalności pracowników obsługi i hodowców. Samo doskonalenie metod produkcji, uwzględniające nawet najskrytsze potrzeby psychiczne zwierząt, nie doprowadzi do poprawy warunków ich bytowania bez zmiany nastawienia odpowiedzialnych za nie ludzi. Oprócz szkoleń z zakresu najnowszych osiągnięć technologicznych i organizacyjnych w hodowli powinny być przeprowadzane szkolenia dotyczące właściwego nastawienia hodowców do zwierząt. Uświadamianie konieczności traktowania zwierząt w klatkach jako równorzędnych partnerów, biorących udział w procesie produkcyjnym, powinno iść w parze z zaleceniami czysto zootechnicznymi.
Bez humanizacji hodowli nie będą możliwe jakiekolwiek zmiany w nastawieniu organizacji ekologicznych w stosunku do hodowli zwierząt futerkowych. Pod dużym znakiem zapytania pozostanie również problem wdrażania wyników badań dotyczących dobrostanu. Wprowadzanie zmian w hodowli powinno dotyczyć zarówno zwierząt jak i ludzi. Zmiana mentalności hodowców poprzez uświadomienie konieczności odmiennego traktowania zwierząt futerkowych, niż inne zwierzęta gospodarskie, pozostaje zadaniem równie ważnym jak podnoszenie jakości surowca i zdolności produkcyjnych.

wtorek, 8 maja 2012

Nowa jednostka chorobowa królików

Nieznana przyczyny biegunek u królików młodych. Przeciwdziałanie.
Nowa jednostka chorobowa u królików
Leszek Antoni Gacek
Coraz częściej zdarza się, że króliki zaraz po odsadzeniu zaczynają chorować i dochodzi do masowych upadków. Początkowymi objawami jest brak apetytu, i osowiałość, następnie królik dostaje wzdęcia, słychać przelewające się w nim płyny, występuje czarna lub galaretowata biegunka o charakterystycznym ostrym zapachu. Częstym objawem jest zgrzytanie zębami.
Sekcyjnie stwierdza się wypełnienie żołądka i jelit cienkich płynem, śluzem i gazami. Jelito ślepe jest twarde i wypełnione zbitą czarną lub czarno brązową masą, w końcowym odcinku jelita grubego brak jest uformowanego kału.
Badania laboratoryjne dają negatywny wynik na obecność chorobotwórczych beztlenowców z rodzaju Clostridium, stwierdzano pojedyncze kolonie Escherichia coli i Staphylococcus sp. (koagulazo -). W homogenizatach jelit wykazano obecność materiału genetycznego rotawirusa. Przeprowadzane badania wykluczają również jako przyczynę upadków występowanie kokcydiozy.
Podejmowane próby leczenia, środkami przeznaczonymi do zwalczania kokcydiozy, nie dają pozytywnych rezultatów.
Moim zdaniem pewna wskazówka jest w diagnozowaniu choroby specyficzny, ostry zapach biegunki. Identyczny zapach występuje u psów z ostrą postacią koronawirozy.
W chwili obecnej bardzo pilna sprawą będzie podjecie specjalistycznych badań mających na celu prawidłowe zdiagnozowanie schorzenia, poznanie jego etiologii i znalezienie skutecznego lekarstwa.
Z własnych obserwacji mogę tylko poradzić wszystkim tym hodowcom u których pojawił się taki problem, ze dobre rezultaty daje stosowanie Tiamutinu 12,5%. Antybiotyk należy podawać królikom odsadzonym (najlepiej od 5 dnia po odsadzeniu) w ilości 20 ml na 30 litrów wody. Preparat podajemy profilaktycznie do czasu jak zwierzęta osiągną około 2,0 kilograma masy ciała. Nie bardzo wiadomo jakie jest działanie Tiamutinu, ale przynosi on zadawalające rezultaty.
Choroba ta jest znana w Europie już od paru lat ale nikt jak do tej pory nie podjął nad nią szczegółowych badań, jest więc ona wdzięcznym tematem rozprawy doktorskiej i problem polega tylko na znalezieniu doktoranta.